Friday, June 29, 2007

El pintor de batallas

A miał być kompletny szlaban na zakup rzeczy nie związanych z przetrwaniem od 1 do 1. Żadnych:
papierów,
wstążeczek,
nitów,
bradsów,
klejów,
koralików,
guzików
i sama nie wiem czego.
A juz nade wszystko całkowity zakaz kupowania książek. CAŁKOWITY!.
I guzik z pętelką. Wielką jak dziury w krakowskich drogach. Zobaczyłam dziś na półce w maleńkiej księgarni "Batalistę" Perez-Revertego. Stałam długo i walczyłam ze sobą. Ale wygrał Arturo. Jak to zwykle z nim bywa... Zatopiona lekturze po uszy nie zamierzam kontaktowac się ze światem dopóki nie skończę i nie wypłaczę wszystkich łez...

I decided NOT to spend money on:
papers,
ribbons,
brads,
glues,
buttons
and so on.
And I had decided not to buy ANY book. But today I've seen a new book of Perez-Reverte. " The Painter Of Battles". And of course I bought it!

Thursday, June 28, 2007

Patchwork Angels

Od dawna męczyły się, żeby ujrzeć świat... W końcu skończone. Wiąże się z nimi pewna obietnica: jeżeli skończę aniołki, to... No właśnie. Z niecierpliwością czekam czy się spełni.

Pierwsze aniołki bez backstichy, drugie - ukończone, choć jeszcze bez ramki. W TESCO nie było dobrego rozmiaru :D


I've just finished my patchwork angels. I stitched them very long, but they are ready now. I've promissed myself: if I finish the angels, it wil... Now I'm waiting if the promise comes true...

Tuesday, June 26, 2007

Wróżki / Fairies

Ostatnie wróżkowe ATC

Last fairy ATCs



Friday, May 4, 2007

Tarta cytrynowa / Lemon cake

Dwa dni temu, w Dzień Flagi (nie wiem czy międzynarodowy dzień, czy ogólnopolski, ale myślę, że nie ma to większego znaczenia) odbyły się babskie plotki nad kawą i ciastkiem. A wiadomo, że nic tak nie łączy jak nowe smaki, więc przypadkowo obok ciastka czekoladowego wjechała tarta cytrynowa. Kwaśno-słodka, pyszna. I kawa po wiedeńsku. I refleksje… W zasadzie do tej pory nie wiem na czym polega fenomen tej właśnie znajomości: zero wielkich słów, zero zapewnień o chęci spotkań, a w sumie spotykamy się regularnie. Mimo iż łączy nas spora odległość. Z niektórymi natomiast podpisuje się pakt o przyjaźni, padają wielkie słowa i zapewnienia o dozgonnej sympatii, a jakoś tak mija już kolejny rok od ostatniego spotkania…
Ciekawe, prawda?

Z zupełnie innej beczki: ponieważ w niedzielę mam wystąpić w jednej z główniejszych ról na pewnym przyjęciu strzeliłam dziś sobie wizytę u kosmetyczki. Zupełnie kobiecą wizytę z różnymi kobiecymi bajerami. Wynudziłam się wprawdzie ogromnie, wysłuchałam zwierzeń pięknych pań, które chciały być jeszcze bardziej piękne i o mały włos nie spaliłam kolejnego lokalu… Było tak: panie lamentowały na bieg czasu, na niesprawiedliwość losu i inne podobne rzeczy, kiedy jedna z nic powiedziała: „Jakbym miała kupę kasy, wydałabym WSZYSTKO u kosmetyczki.” Ja natomiast na końcu języka miałam: „Jakbym JA miała kupę kasy wydałabym wszystko w księgarni”.
Konflikt interesów czy inny system wartości?
W każdym razie wyglądam przyzwoicie, choć kosmetyczka kazała przyjść po raz kolejny. Tak tragicznie z moją facjatą? :D


Two day ago I met my friend and of course we spent time gossiping , drunk coffee and ate some cakes. She tried lemon cake - very sweet, very sour and delicious. Like our acquaintance: we don't talk about friendship, but we meet quite often.

Monday, April 23, 2007

Tęsknota / Longing

Wróciłam właśnie z Zakopanego – stolicy Tatr. I jakieś takie dziwne uczucia mną targają…:
* złość – właściwie w górach nie ma już nic góralskiego, a szczyt tandety panoszy się nie tylko na Krupówkach czy Gubałówce,
* bezradność – bo w zasadzie wiem, że tandetyzacja gór postępować będzie dalej w tempie zastraszającym.
Ale mimo wszystko tęsknie do widoków ośnieżonych szczytów, do zapierającego w piersiach dech uczucia pokory wobec przyrody i małości człowieka.

I po tygodniu staram się wrócić do pracy… POMOCY!!!

Górale i Tatry na starych fotografiach

I’ve just came back from Zakopane – the capitol of Tatra Mountains. And I don’t know what I feel…
But I miss the mountain! I miss the feeling that a person is so small when he associates with wild nature.

And after a week I’m trying to return to work… HELP!!!


Highlanders and Tatra Mountains - old photos

Friday, April 13, 2007

Wednesday, March 21, 2007

Pierwszy dzień WIOSNY First day of SPRING

Wiedziałam, że tak będzie! WIEDZIAŁAM! Nie śpię od wczoraj... Niejaki PPC-D (Przedstawiciel Prawny Ciotki-Dorotki) po raz kolejny spowodował u mnie głęboką depresję lingwistyczną. Wpadł, zaszalał, wymyślił owe "palcyma" i dobił na całego. W naiwności swojej myślałam o "fyngers" lub coś równie głupiego, a w miarę czytelnego. Coś na kształt "hunny" od Kubusia. Kubusia Puchatka, oczywiście. A teraz siedzę i dołuję... A powinnam się cieszyć! Z cudownego pierwszego dnia wiosny, który powitany został pięknym, bielutkim śniegiem. No i z pięknego obrazu, który dostałam. Powinnam napisać kto jest autorem, bo jestem przekonana, że świat o nim usłyszy...

I knew it would come to this! I KNEW IT! I didn't sleep since yesterday... A-DLR (Aunt-Dorotka Legal Representative) caused my linguistic depression. He invented how to translate "palcyma" from Polish. I was thinking about "fyngers" or something like that. Like "hunny" from Winnie-the-Pooh. I'm broken down, but I should be happy! Today is the first day of spring and we have here beauty, white snow. I should be happy, beacuse I've received some great picture. And I should write the name of the author, because I'm sure he will be famous one day...

Sunday, March 18, 2007

Bilingual blog

Chyba muszę zacząć pisać swoje notki po polsku i angielsku. Tylko problemem będzie tłumaczenie zwrotów i wyrażeń, które wymyślam na poczekaniu…. No i poza tym mój angielski jest bardzo, bardzo cieniutki. Tak więc nie dość, że uprawiam ekshibicjonizm emocjonalno-psychologiczny, to jeszcze mam o tym pisać po angielsku. Poza tym obawiam się, że moje wygłupy polsko-pseudo angielskie nie zostaną bez komentarza u Przedstawiciela Prawnego Ciotki-Dorotki. Wejdzie taki, poczyta i najmniejsze potknięcie gramatyczne wytknie. A jak jakimś cudem gramatyka będzie w porządku to powie, że nie zaznaczyłam akcentów… I będzie próbował udowodnić, że nadal spożywam bigos palcyma… Błeeee… A tak z ciekawości: jak przetłumaczyć „palcyma” na angielski? Jak ktoś wpadnie na ten pomysł – zacznę pisać podwójnie. I zacznę wklejać zdjęcia. I miliardy obietnic składam tutaj :D

Friday, March 16, 2007

Handmade, Portugalia i Carlos Deza

Mój własnoręcznie "zalterowany" notes został dostarczony do Portugalii, do macati i jest na zdjęciu - można go sobie obejrzeć dokładnie :D Los, Przypadek czy Prawo Internetowego Prawdopodobieństwa połączył nas jeszcze raz w przyjemny sposób. I teraz podstawowy problem: jako mieszkanka Europy, w dodatku żyjąca na tym kontynencie od pokoleń - nie wiem NIC o Portugalii. Wstyd, wstyd, wstyd. I koniecznośc nadrobienia braków wiadomości.

A skąd Carlos Deza? Hmmm, nie zdradzę, ale warto go poznać ;)
Spotkać go można w trylogii G. Torrente-Ballestera "Blaski i cienie"